czwartek, 9 lutego 2012

Zimowy test wózków cześć 1

Zima to trudny czas dla wózków i wózkomaniaczek ;). Nawet miejskie warunki potrafią stanowić spore utrudnienie dla spacerów - chodniki nieodśnieżone, nierówne, ślisko. Zeszła zima była śnieżna, więc stanowiła trudną próbę dla wózka.
Miałam możliwość używać trzech wózków: emmaljunga edge duo combi, x-lander xa i x-lander x1.
x-lander x1 (2008 z budką od xa z 2010)
X1 to najbardziej terenowy model w ofercie x-landera. Ma 4 wielkie, pompowane koła, niezależną amortyzację na każde z nich i regulację twardości zawieszenia. Jednak wózek nie sprawdził się w warunkach zimowych. Powody były dwa: po pierwsze: za duży rozstaw kół. Nie mieścił się pomiędzy zaspami na chodnikach - ciągle trzeba było przedzierać się przez części nieodśnieżone, co wymagało użycia dużej siły.
Dodatkowo amortyzacja, choć ustawiona na najlepsze tłumienie nierówności w zasadzie nie spełniała swojej roli - wózek był za twardy, zupełnie jakby waga dziecka (ok 10 kg) to było za mało, aby amortyzacja zaczęła pracować. Nie mniej wrażenia, jak przednie koła niezależnie do siebie pokonywały nierówności niezapomniane ;), choć w pierwszym wrażeniu - ratunku, koło się złamało!



X-lander xa (2008 z budką z 2010)
Na zdjęciu co prawda jest jeszcze jesienią, a nie w śniegu, ale zaraz wyjaśnię czemu :). To dobry wózek i prowadzi się lekko, ale w warunkach zimowych ujawniła sie jedna wada: tylne koła mają znacznie szerszy rozstaw niż przednie, przez co wózek w zasadzie jest czterośladem. W śniegu to powoduje, że pchanie wózka wymaga użycia sporo siły. Dodatkowo, rozstaw tylnych kół jest spory (67 cm, o ile mnie pamieć nie myli), a najczęściej to okazywało się dużo za szeroko jak na potrzeby nieodśnieżonych chodników, gdzie tylko przechodnie wydeptali wąską ścieżkę. Xa także w zasadzie nie posiada amortyzacji, więc na nierównościach dzieckiem bardzo trzęsło. Xa ma skrętne koła, które, mimo blokady, miały pewien ruch i utrudniały przedzieranie się przez zaspy. Duża budka z 2010 dawała w miarę przyzwoitą ochronę od warunków atmosferycznych.
emmaljunga edge duo combi (2004)
Emmaljunga z tych wózków ma najlepszą amortyzację i na muldach i nierównościach śnieżnych zapewniała największy komfort dziecku: dosłownie płynęła. Dodatkowo dzięki osłoniętym bokom dawała najlepsza osłonę od wiatru i niepogody. Także rozstaw kół ma najwęższy, dzięki temu mieściła się na tej części chodnika, którą między zaspami wydeptali przechodnie: oba x-landery jechały już przez głęboki śnieg, przez co pchanie ich wymagało użycia dużej siły. Emmaljunga mieściła się na styk, ale i tak stanowiło to spore ułatwienie. Poza tym, jako jedyna z tych trzech wózków ma przekładane siedzisko, dzięki czemu w zależności od kierunku wiatru można było siedzisko z dzieckiem przełożyć przód-tył (tak, wymagało to siły i pewnej zręczności ze względu na to, że moja emma ma zaczepy starego typu, nie mniej było wykonalne). Poza tym wózek o nieskrętnych kołach w śniegu radzi sobie znacznie lepiej niż wózek mający skrętne koła, nawet zablokowane.
Zwycięzcą odcinka okazała się Emmaljunga ;)

sobota, 17 grudnia 2011

Maclaren xlr vs. Cybex onyx

Oba wózki były już wcześniej dokładnie opisywane, więc teraz, dla dopełnienia - ich fotograficzne porównanie. 
Porównanie z boku - wielkość budy

Okienka w budach











Rozłożone oparcie









wtorek, 13 grudnia 2011

Cybex onyx 2011

Cybexa miałam dwa razy i choć wcześniej byłam do nich uprzedzona, to w kolekcja 2011 miło mnie zaskoczyła.
Został zmieniony stelaż, konstrukcja kół, które teraz zdecydowanie mniej terkoczą niż w Maclarenach. Nieprzyjemne plastikowe rączki zostały zamienione na miłe, pokryte gąbką uchwyty.  Zmienił się design – do części modeli wprowadzono czarne stelaże, piękne i nasycone kolory tapicerek.  Czy wprowadzono więcej zmian technologicznych – nie wiem,  na te zwróciłam uwagę.
Cybexy oprócz walorów estetycznych mają wiele zalet. Sama posiadałam model onyx – za drugim razem pojechałam po topaza, który ma większą średnicę kół oraz pałąk, jednak jego mocowanie trochę mnie zniechęciło i po raz kolejny wyszłam ze sklepu z onyxem.
Bardzo spodobała mi się w nim buda – nie dość, że materiał wyposażony jest w filtr uv50, to dodatkowo budkę można rozsunąć, by całkowicie osłoniła nasze dziecko od deszczu czy słońca. Sama budka ma wiele możliwych ustawień.
 Zabrałam ten wózek na wycieczkę po Ukrainie. Klimat, w którym przebywaliśmy był bardzo trudny – upał oraz duża wilgotność powietrza, co potęgowało uczucie gorąca. Jednak mała dosyć komfortowo spała – schowana pod budką, ale z odpiętymi bokami oraz tylną części tapicerki, by miała miły przewiew. Pod tym względem wózek zdał egzamin, komfortowe siedzisko (jak na parasolkę), łatwa regulacja oparcia oraz podnóżka. Zabrudzenia z materiału schodzą bez większych problemów.
 Niestety małe kółka, kiepska amortyzacja skutecznie zniechęciły mnie do onyxa… Kiepsko też się prowadził i nie mówię tu o trudnym terenie, ale o chodnikach, alejkach parkowych – mocno naruszonych zębem czasu.
Na koniec musze wspomnieć o, chyba największej z mojego punktu widzenia, wadzie cybexów… ich stosunkowo, jak na parasolki, wysoka waga. Niestety dla mnie to dosyć ważne, by wózek był lekki i bardzo szybko pożegnałam się z tymi wózkami.
Nie mniej onyx przedstawia jakość adekwatną do wartości, więc myślę, że jego użytkownicy będą zadowoleni. Oczywiście, jeśli nie będę od niego zbyt wiele oczekiwali J







w porównaniu z maclarenem xlr




czwartek, 1 grudnia 2011

maclaren quest vs. mamas&papas tour

Moje przejścia z Maclarenami już opisywałam. Właściwie to nieporozumienia z questami,  bo XT jeszcze toleruję. Chociaż i do questa zmieniam swoje podejście wraz z dorastaniem mojego dziecka. Jednak teraz chciałabym się pochwalić moim małym odkryciem, które może stanowić doskonałą  alternatywę dla questa, czyli wózek mamas&papas tour.
Toura zamówiłam, bo bardzo spodobał mi się jego kolor,  a że do złudzenia przypominał mi questa, to  mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. Tak jak przypuszczałam tour okazał się wózkiem bliźniaczo podobnym do questa, różniącym się właściwie szczegółami.
Oba wózki są w zbliżonej wadze oraz wymiarach. Po złożeniu również są podobne, z tymże że quest jest bardziej „rozlazły”, a tour zwarty. Obydwa mają uchwyt do przenoszenia oraz pasek na ramię. Tour ma lepiej rozwiązaną regulację oparcia oraz podnóżka. Pianka na rączkach jest zdecydowanie lepszej jakości i nie strzępi się od razu, a szary stelaż prezentuje się znakomicie! Wiem, że to subiektywne odczucia, ale tour sprawia wrażenie nowocześniejszego – np. materiał, który zasłania okienko oraz kieszeń jest na magnesy, a nie rzepy, które mogą rozbudzać dziecko, kiedy chcemy je podejrzeć w trakcie drzemki.
W komplecie dostałam folię, materacyk oraz uchwyt na kubek, który okazał się hitem na naszych spacerach J
Obydwa wózki to klasyczne parasolki z najlżejszej grupy, uważam że w każdym bagażniku powinien znaleźć się taki wózek. Świetnie sprawdza się na zakupach oraz w czasie maratonów urzędowo-spacerowych. Wózek bardzo lekko się prowadzi, świetnie podbija. Nawet ostatnio, awaryjnie, sprawdził się w lesie, choć oczywiście, gdybym miała codziennie pokonywać tak trudny teren, to zdecydowanie nie zabierałabym tam wózka, którego przeznaczeniem są miejskie tereny! Mamas&Papas  Tour naprawdę warty jest polecenia! Jakość adekwatna jest do ceny i z pewnością spełni „parasolkowate” oczekiwania J


Tekst i zdjęcia: Saras-Wati